Pożar to była kwestia czasu - odkąd wagony zostały przestawione na bocznice w Podjuchach trwała ich powolna dewastacja: co drugie drzwi otwarte, szyby powybijane, co cenniejsze (aluminium, miedź) rozkradzione a wewnątrz siedlisko meneli i bezdomnych a za dnia "plac zabaw" dla okolicznej dzieciarni. Nie wiem czy wszystkie stojące tam wagony są przeznaczone do złomowania, ale jeśli spółki PKP tak będą dbały o nasz majątek (zakupiony przez państwową firmę za pieniądze podatników)to daleko "nie zajedziemy".