Nie określałbym tej lokomotywy jako sprawcy całego zamieszania. Moim zdaniem wina spada tu na wadliwego "anglika" (rozjazd krzyżowy), który już dawno powinien być wymieniony, a nie był. Rozjazd ten miał wadliwy napęd i nie było dnia żeby dyżurny z Regalicy aby go przestawić musiał go ręcznie korbować. Ponadto rozjazd był dobity przez wieczne hamowanie na nim, więc nie dziwię się, że nie wytrzymał i padł akurat pechowo pod pociągiem. Dodam, że nie było to pierwsze wykolejenie w tym miejscu i na tym samym rozjeździe. To okazało się na tyle poważne, że wreszcie PLK musiała wymienić cały rozjazd - wreszcie.

-- Dyżurny Ruchu to zawód, w którym - oprócz prowadzenia ruchu - jest się, nastawniczym, księgowym, zwrotniczym, manewrowym, wypełniaczem papierków, sprzątaczem, poganiaczem i kucharzem. I niech teraz ktoś powie, że jest to prosty zawód