Szczerze mówiąc to nie do końca rozumiem pewne przesunięcia godzin odjazdów. Pociąg do Gdańska jedzie o 10:30, 12 i 17:20 (tak z grubsza). Czy między 10 a 12 potrzeba aż dwóch pociągów? A potem 5 godzin przerwy w czasie, kiedy wydaje mi się pociąg byłby najbardziej przydatny. Z mojej perspektywy patrząc straciłem wszelkie logiczne połączenia do domu, którymi mógłbym się dostać za dnia. Kopernik jadący kiedyś o 14 teraz jedzie godzinę wcześniej, więc mam kilkanaście minut na przesiadkę w Bydgoszczy, czym nie chcę chyba ryzykować. Na poranne pociągi w stronę 3miasta raczej nie zdążę, popołudniowym dotrę do domu blisko północy. Moje subiektywne odczucia są więc bardzo negatywne. Kiedyś miałem taką teorię (czy to PKS czy PKP), że żeby zlikwidować połączenie trzeba zreorganizować rozkład tak, by godziny przejazdów nikomu nie odpowiadały, a potem sukcesywnie ciąć kursy, bo nikt nimi nie jeździ. I chyba do tej teorii wrócę...