paki napisał(a):

> No właśnie, mam takie nieodparte wrażenie, że PLK sama tego > kretynizmu uczy. Ot, prosty przykład: droga wojewódzka nr 122 > (Pyrzyce - Banie, dla "wtajemniczonych" łącznik między > krajową "trójką" a S3), przejazd kolejowy na szlaku Pyrzyce > chyba do Myśliborza, tory zarośnięte po pas, widać, że jak > coś tamtędy jeździ, to raz na ruski rok, ale znak "stop" > wisi. Nikt się za bardzo tym znakiem nie przejmował. I na > zasadzie analogii, skoro tu nic nie jeździ, a "stop" wisi, to > pewnie na innych podobnych przejazdach jest identycznie.

A czy przypadkiem za oznakowanie drogi kołowej na przejazdach nie jest odpowiedzialne miasto i ma to robić zgodnie z kodeksem ruchu drogowego?

BTW... Nawet na bardzo mało uczęszczanym przejeździe może się trafić pociąg, dlatego uważać trzeba na każdym. Przyzwyczajenie kierowców do "zarośniętych" przejazdów jest delikatnie mówiąc debilizmem.

A obwinianie PLK-i za ostrzeganie przed niebezpieczeństwem w postaci prawidłowego oznakowania skrzyżowań torów i ulic w jednym poziomie, jest jak obwinianie TOPR przez niebezpieczeństwem, że może zejść lawina...

-- Miłośnik i pracownik... dwa pojęcia w konflikcie ze sobą...