z kraju artykuł

Kraków: Prokuratura oskarża winnych katastrofy kolejowej

Sid, Gazeta Wyborcza,

dodane przez MQ

Pięciu pracowników kolei stanie przed sądem w związku z katastrofą, do jakiej doszło dwa lata temu na krakowskim dworcu. Pociąg pospieszny zderzył się wtedy ze składem osobowym, który stoczył się z bocznego toru.
Oskarżeni są dwaj maszyniści pociągu osobowego, pracownica nastawni oraz dwie osoby zajmujące kierownicze stanowiska w Zakładzie Linii Kolejowych PKP. Wszyscy zaprzeczają swojej winie.

Do katastrofy doszło pod koniec sierpnia 2005 r. na stacji Kraków Główny. Późnym wieczorem na boczny tor odstawiono skład podmiejski, który skończył w tym dniu kursowanie. W pewnym momencie pusty już pociąg zaczął się sam toczyć. Jak ustalono, jechał przez ok. 3 minuty. To wystarczyło, by wjechał na główny tor - prosto pod koła pociągu pasażerskiego relacji Zakopane - Gdynia. W wyniku zderzenia troje pasażerów zostało rannych, zniszczeniu uległa też lokomotywa i cztery wagony. Straty sięgnęły 265 tys. złotych.

Przyczyny katastrofy badała specjalna komisja PKP oraz biegli powołani przez prokuraturę. - Z ich ustaleń wynika, że wcześniej doszło do uchybień, które doprowadziły w konsekwencji do tego zdarzenia. Dlatego zdecydowaliśmy się na postawienie zarzutów - mówi Piotr Kosmaty, szef prokuratury Kraków-Śródmieście-Wschód.

Według prokuratury bezpośrednio do katastrofy doprowadzili dwaj maszyniści składu osobowego oraz pracownica nastawni. Maszyniści - jak ustaliła prokuratura - zaciągnęli w pustym już składzie tylko dwa zamiast czterech hamulców ręcznych i nie sprawdzili ich potem. Z kolei pracownica nastawni, wbrew przepisom, nie zaklinowała kół specjalnymi płozami. Co więcej, nie obserwowała też, co dalej dzieje się z odstawionym na boczny tor pociągiem, choć miała taki obowiązek. Całej trójce grozi do 5 lat pozbawienia wolności.

Prokuratura zdecydowała się też na postawienie przed sądem naczelnika sekcji eksploatacji linii oraz zastępcy dyrektora Zakładu Linii Kolejowych PKP za sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy. Pierwszy sporządził bowiem regulamin techniczny stacji, określający m.in. warunki postoju pustych składów, drugi go zatwierdził. Według śledczych regulamin nie przewidywał odpowiedniej liczby zabezpieczeń dla składów odstawionych na boczny tor. Innego zdania są obaj oskarżeni, zdaniem których przepisy te były wystarczające. - Mamy jednoznaczną opinię w tej sprawie biegłego z zakresu kolejnictwa - odpowiada prokurator Piotr Kosmaty. Obu oskarżonym grozi do trzech lat więzienia.

źródło: Gazeta Wyborcza

brak komentarzy