region szczeciński artykuł

Otworzyli nowe połączenie, żeby je zamknąć?

Tomasz Cylka, Małgorzata Linettej, Głos Wielkopolski,

dodane przez djdark; zmodyfikowane

Po 7 latach przerwy przywrócono ruch kolejowy na trasie z Piły do Wałcza. PKP robią jednak wszystko, żeby to połączenie nie zyskało popularności wśród pasażerów.
W kasie nie można było kupić biletów, bo Wałcza nie było w komputerze. Rozkład jazdy nie uwzględnia potrzeb pasażerów. Czy tę linię wznowiono, żeby za pół roku ją zamknąć? Połączenie kolejowe z Piły do Wałcza uruchomiono ponownie dwa tygodnie temu. W czasach, gdy pociągi są masowo kasowane, jest to wydarzenie naprawdę warte odnotowania. Niestety, patrząc na promocję nowego połączenia, trudno uwierzyć w jego powodzenie.

"Tajne" połączenie

Miało być sześć par pociągów - są tylko trzy. Godziny odjazdów są tak ułożone, że ani uczniowie nie dojadą nimi do szkół, ani ludzie do pracy.

- Monitorujemy linię bardzo dokładnie. W pierwszych dniach na stacji w Poznaniu nie można było kupić biletu do Wałcza, bo nie było tej stacji w komputerze! Kolejarze kazali nam kupować bilet do Piły, a dalej u konduktora w pociągu. Za co trzeba było zapłacić dodatkowe cztery złote - mówi Paweł Korcz, kolejowy hobbysta. - Mało tego, panie w informacji w ogóle nie wiedziały, że ruch kolejowy na tej trasie został przywrócony.

Wieści te potwierdza Zbigniew Kryś, dyrektor Wielkopolskiego Zakładu Przewozów Regionalnych w Poznaniu. - W kasach kolei regionalnych można było kupić bilety już 2 lutego, natomiast do 8 lutego kłopoty techniczne z umieszczeniem tego połączenia w sieci komputerowej miało InterCity - przyznaje.

Puste przebiegi

- Absurdów jest więcej. Stacja Dolaszewo Wałeckie to dla naszych przewoźników Hesenberg - tak bowiem nazwa widnieje na budynku stacyjnym. W cenie biletu otrzymujemy możliwość historycznej wycieczki przez terytorium III Rzeszy? - pyta inny hobbysta kolejowy Tomasz Zdulski.

To nie wszystko. Zmniejszenie o połowę liczby połączeń tłumaczono oszczędnościami finansowymi. Tymczasem obsługa ostatniego pociągu nie ma możliwości noclegu w Wałczu. Lokomotywa zjeżdża więc na noc do Szczecinka (przez Piłę), by rano wrócić na tę samą trasę. W ten sposób sama lokomotywa ma dziennie około 100 kilometrów "pustego przebiegu", bo PKP nie chcą dołączyć choćby jednego wagonu! A płacą za to oczywiście podatnicy.

W kwestii jałowych przejazdów nie chciał się w ogóle wypowiadać dyrektor Kryś. Podkreślił jedynie, że za podróże samej lokomotywy na pewno nie płaci Urząd Marszałkowski.

Linia zagrożona

Koszt przywrócenia najstarszej linii kolejowej w tej części kraju, wyniósł 475 tysięcy złotych. Urzędnicy marszałka tłumaczą, że linię na bieżąco monitorują. Połączenie uruchomiono bowiem na pół roku. Jeśli nie będzie frekwencji, pociągi zostaną skasowane.

Zbigniew Kryś podaje nawet krótszy termin przyglądania się temu połączeniu. - Na razie korzysta z niego bardzo mało podróżnych, bo średnio około 15 osób. Będziemy monitorować frekwencję do końca lutego. Potem zastanowimy się, co dalej - informuje dyrektor. Wygląda więc na to, że przyszłość pilsko-wałeckiej trasy rozstrzygnąć się może już w najbliższych tygodniach.

źródło: Głos Wielkopolski

możliwość komentowania została wyłączona