z kraju artykuł

Wrocław: Konduktorzy dojeżdżają do pracy taksówkami

Sylwia Królikowska,

dodane przez kasiek007

We Wrocławiu nagle zabrakło konduktorów. Za dowożenie ich z innych miast PKP słono płaci.

Czy klientów PKP coś może jeszcze zdziwić? Na pewno nie spóźnione pociągi czy brudne dworce. To jednak banał przy informacji, że od początku stycznia tak zwane zespoły konduktorskie jeżdżą odprawiać pociągi taksówkami. Spółka PKP Przewozy Regionalne, oddział dolnośląski, może wydać na to w tym roku ponad milion złotych - o takich wydatkach zostali poinformowani pracownicy podczas spotkania z przełożonymi.

Bałagan powstał, bo we Wrocławiu nie ma drużyny konduktorskiej. Chodzi o kilkanaście osób. Wszystkich pracowników zabrała spółka PKP InterCity, gdy przejmowała linie pospieszne od Przewozów Regionalnych. Dlatego trzeba ich teraz dowozić z innych miast.
Spółka PKP InterCity nie czuje się jednak odpowiedzialna za bałagan z konduktorami na Dolnym Śląsku.
- To nie była nasza decyzja, lecz PKP Przewozy Regionalne - twierdzi Agata Moczulska z PKP InterCity w Warszawie.

Ministerstwo Infrastruktury, które nadzoruje działalność spółek PKP, umywa ręce. Twierdzi, że to sprawa samorządu wojewódzkiego, bo to on płaci za usługi spółki PKP Przewozy Regionalne.
Dolnośląski Urząd Marszałkowski uznaje sytuację za nienormalną. Marszałek Marek Łapiński w organizację pracy kolejarzy ingerować jednak nie może.

Zbulwersowani są sami kolejarze, którzy słyszą, że firma ma długi i nie stać jej na podwyżki zarobków.
- To jest paranoja! - mówi nam pracownik obsługi pociągu regionalnego. - Jak można było dopuścić do takiej sytuacji, żeby największe miasto w regionie pozostało bez konduktorów? - dodaje.

Kolejarzy bulwersują zwłaszcza koszty dowożenia konduktorów.
- Szef powiedział, że miesięcznie 50 tys. zł będą kosztować same taksówki, kolejne 50 tys. zł - delegacje - mówi nam pracownik obsługi pociągów regionalnych, prosząc o anonimowość.

Andrzej Piech, wicedyrektor PKP Przewozy Regionalne we Wrocławiu, zaprzecza, że wydatki są aż tak duże.
- Miesięcznie wydamy na dowozy około 10 tys. zł - zapewnia Piech.
Czy taka kwota widnieje w umowie? Nie. A ile kosztuje kilometr? Tego dyrektor Piech nie może powiedzieć, bo obowiązuje go tajemnica handlowa. Tłumaczy nam, że umowa z firmą taksówkarską jest korzystna, bo inaczej po konduktorów spoza Wrocławia trzeba by wysyłać pociąg.
- A uruchomienie składu na pewno byłoby droższe od jazdy taksówką - podkreśla dyrektor Piech.

Przekonuje, że dowożenie taksówkami konduktorów jest rozwiązaniem tymczasowym, bo drużyna konduktorska we Wrocławiu na pewno powstanie. Kiedy? Tego na razie nie wiadomo. Nie wystarczy zatrudnić ludzi. Konieczne jest przygotowanie dla nich zaplecza na wrocławskim dworcu.
- Na razie mogę tylko powiedzieć, że umowę na dowóz taksówkami podpisaliśmy do końca lutego - mówi Andrzej Piech. Przekonuje, że problemu nie należy wyolbrzymiać, bo w przeszłości także dowożono konduktorów do różnych stacji, tyle że na mniejszą skalę i różnymi środkami lokomocji.

Jego spokoju nie podziela jednak Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego.
- To absurdalna sytuacja. PR muszą uporać się z nią i odtworzyć drużyny we Wrocławiu. Liczymy, że stanie się to jak najszybciej - mówi Marta Libner-Zoniuk z urzędu marszałkowskiego.

źródło: Polska - Gazeta Wrocławska

brak komentarzy