z kraju artykuł

Trójmiasto: Szybka kolej to nerw gospodarczy

Sławomir Skomra, Gazeta Wyborcza,

dodane przez ADIK

Jeśli będziemy mieli szybkie połączenie kolejowe z Warszawą ożywi się lokalna gospodarka. Artur Kawa i Dariusz Jodłowski uważają, że to będzie zachęta dla przedsiębiorców do inwestowania.
"Gazeta" walczy o szybkie połączenie Lublina ze stolicą. Zamiast prawie trzech godzin moglibyśmy jechać 90 minut. Żeby jednak się to udało, modernizacja linii musi zostać wpisana na listę Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. To zadanie posłów i rządu, do którego przekonują Artur Kawa i Dariusz Jodłowski z organizacji pracodawców i przedsiębiorców Lubelszczyzny.

Sławomir Skomra: - Trudno mi sobie wyobrazić, że prezesi dwóch poważnych firm jeżdżą do Warszawy pociągiem.

Artur Kawa*: - Dzisiaj nie jeździmy. Ale byłoby dobrze, żeby połączenie z Warszawą było szybkie i na odpowiednim poziomie. Podczas podróży można rozmawiać prze telefon, przeczytać gazety lub swoje notatki, skorzystać z internetu. Tego na razie nie ma.

Dariusz Jodłowski*: - Jesteśmy przyzwyczajeni do innych standardów obowiązujących na trasach pomiędzy innymi polskimi miastami. Nasze pociągi są brudne i często opóźnione. Natomiast na całym świecie biznesmeni korzystają z pociągów. Jest to bardzo wygodne.

- Czyli biznes nie stroni od kolei, ale wymaga pewnego standardu?

A.K: - Zdarzało mi się jechać do Warszawy, zostawiać tam samochód, a dalej do Poznania jechać pociągiem. Ale odcinek Lublin-Warszawa pokonuję tylko samochodem

- Państwa klienci chcieliby do Lublina przyjechać pociągiem?

D.J - Zwłaszcza partnerzy zagraniczni. Często lądują w Warszawie i stamtąd najlepiej byłoby się dostać do Lublina szybką koleją. Znając stan zakorkowanej i wąskiej drogi S17, dojazd do Lublina jest dla cudzoziemca dosyć karkołomny.

A.K.: Kolej jest środkiem transportu tańszym i szybszym niż połączenie drogowe. Wszyscy, którzy produkują dobra, tam gdzie się da, wybierają kolej. Niezależnie czy jest to kopalnia węgla, czy fabryka samochodów. Nikt nie transportuje nowych samochodów tirami.

Jeśli w danym regionie jest dostęp do szybkiego połączenia kolejowego, tam inwestorzy widzą, że mogą zlokalizować swoją fabrykę.

- Na styczniowym, otwartym spotkaniu Rady kiedy podpisywana była Deklaracja Lubelska, nie dało się nic powiedzieć o stanie prac nad modernizacją kolejowej "siódemki". Dlaczego tak się dzieje?

A.K.: - Wygląda na to, że w przeszłości nie wykonano kilku działań. Nie było siły przebicia. Dlatego nie ma efektów.

Cały czas uważamy, że linia Lublin-Warszawa jest istotnym elementem umacniającym gospodarczą rolę tego regionu.

D.J.:- Według nas w poprzednich latach były zaniedbania ze strony PKP. Nie chcę wchodzić w personalia, ale chodziło o wykonanie studium wykonalności. Jego stworzenie jest warunkiem, żeby móc starać się o jakiekolwiek pieniądze. Koszt takiego studium to ok. 2 mln euro. Menedżerowie Polskich Linii Kolejowych nie mogli sami wygospodarować tych pieniędzy i zastanawiali się skąd te środki zdobyć. Ale naszym zdaniem nie bardzo o nie zabiegali.

Wynika to ze słabego poparcia dla tej inwestycji w Ministerstwie Infrastruktury. Jest to grzech pierworodny, bo uważa się, że Lubelszczyzna jest tak słabo rozwiniętym gospodarczo regionem, że po co nam droga kolejowa?

Panuje przekonanie, że kolej w innych regionach będzie lepiej wykorzystana. Ale takie myślenie prowadzi do dalszej degradacji Lubelszczyzny. Nie będzie tego nerwu gospodarczego. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że mamy partnera w postaci mediów, które się zajęły tym problemem. Bo ta kolej potrzebna jest wszystkim. Nie tylko środowisku biznesowemu, również naukowemu i zwykłym mieszkańcom.

- Może żeby przyśpieszyć sprawę potrzebny jest polityk, który po prostu wychodzi tę sprawę w Ministerstwie Infrastruktury?

J.D.:- Zamierzmy monitorować przebieg prac nad linią nr 7. Będziemy pilnować polityków i samorządowców. Sami na co dzień zajmujemy się swoimi przedsiębiorstwami. Możemy tylko patrzeć się na ręce tych, którzy powinni działać.

Bardzo ważną przyczyną pewnych zaniechań jest brak informacji. Sami po spotkaniu z dyrekcją PLK i po spotkaniu z posłami wiemy, że stan wiedzy polityków na temat tej inwestycji jest minimalny. Co prawda zajmują się oni swoimi obszarami, ale będąc posłami ziemi lubelskiej muszą wiedzieć, co jest najważniejsze. Dlatego akcja "Gazety" jest bardzo potrzebna. W pierwszej kolejności najważniejsza jest informacja.

Nasi posłowie czasami nawet nie wiedzą, gdzie mamy swoich przedstawicieli w ministerstwach. A to w resorcie infrastruktury zapadają najważniejsze decyzje. Mamy w nim wiceminister infrastruktury Patrycję Wolińską z Chełma.

- To sprowadza nas do pytania, czy mamy lobby lubelskie w rządzie i Sejmie?

A.K.: - Mamy, ale za mało zorganizowane, za mało prężne. Świadomość posłów bywa za niska. Trzeba zabiegać o podniesienie tej wiedzy i przypominać o akcji.

Prawda w biznesie jest taka, że projekty, które są oczkiem w głowie, toczą się szybciej.

D.J.: - Lobbing środowiska lubelskiego jest jeszcze niedojrzały. W porównaniu z innymi regonami nasi parlamentarzyści za bardzo zajmują się sprawami wewnątrzpartyjnymi. Najlepszy przykład, że we Włoszczowie mógł powstać peron ze względu, na siłę polityczną.

Dlatego akcja informacyjna jest podstawą. Bo pobudza do aktywności ludzi, którzy mają możliwość coś zrobić.

*Artur Kawa jest prezesem Rady Przedsiębiorczości Lubelszczyzny i przez zarządu Emperii Holding - jednej z największych polskich grup handlowych w branży spożywczej.

*Dariusz Jodłowski jest wiceprezesem RPL i prezesem zarządu firmy Euroal Sp. z o.o. i członek Związku Prywatnych Pracodawców Lubelszczyzny - Lubelski Lewiatan.

źródło: Gazeta Wyborcza

brak komentarzy