z kraju artykuł

Kraj: Dzikie dźwięki odstraszą zwierzynę od torów

Błażej Grygiel, TOK FM,

dodane przez Lukasy

Wycie wilków, ujadanie psów i ryk zarzynanej świni - tak wygląda lista przebojów, które skompilowały Polskie Linie Kolejowe dla dzikich zwierząt. Taką mieszankę emitują UOZ-y czyli urządzenia odstraszające zwierzęta od torów kolejowych gdy zbliża się pociąg.
Polscy kolejarze opracowali taki system jako pierwsi w Europie. Pierwsze punkty emitujące dźwięki są na siedmiokilometrowym odcinku między Mińskiem Mazowieckim i Siedlcami. Łącznie jest to ponad 60, około metrowej wysokości walców, które wewnątrz wyposażone są w komputer oraz głośnik. Gdy UOZ przez elektroniczny system zostanie powiadomiony o zbliżającym się pociągu zaczyna nadawać dźwięki.

- To działa - mówi Urszula Michajłow, dyrektor biura ochrony środowiska w Polskich Liniach Kolejowych. - Monitorujemy działanie UOZ-ów, mamy filmy video, które pokazują, że ten system odstrasza zwierzęta. Jej zdanie potwierdza Wojciech Dudziuk z Biebrzańskiego Parku narodowego: - Na chłopski rozum to zadziała, a jest potrzebne. Co roku na torach ginie kilka sztuk dużych zwierząt, niestety pod kołami samochodów ginie ich znacznie więcej.

Odstraszają dźwięki i przepisy

System odstraszania zwierząt UOZ jest dopiero w fazie testów, jednak kolej planuje jego montaż w innych miejscach Polski, wszędzie tam, gdzie szlaki zwierząt przecinają tory kolejowe. Niestety jednak na przeszkodzie stanęły przepisy. Jak mówi Wojciech Dudziuk, w znowelizowanej w zeszłym roku ustawie o ochronie przyrody. Jest tam artykuł, wedle którego celowe wypłaszanie zwierząt w parkach narodowych jest zabronione - co oznacza, że żeby system mógł działać, trzeba znaleźć okoliczności łagodzące. Czy paradoksalnie przepisy o ochronie przyrody uniemożliwiają jej realizowanie. Dyrektor Biebrzańskiego parku zapowiada jednak, że są już w tej sprawie zbierane opinie, tak więc można mieć nadzieję, że prawo z rzeczywistością uda się pogodzić.

UOZ ratuje łosia, nie ratuje lisa

Straszenie zwierząt dźwiękiem, choć może wydawać się dość makabryczne, jest skuteczniejsze i mniej dla nich uciążliwe niż inne metody zapobiegania wypadkom na drogach i torach. Jak mówi weterynarz Dorota Sumińska, dźwięki są o wiele lepsze niż ekrany, które można spotkać przy autostradach. Ekrany bowiem nie pozwalają zwierzętom na swobodną migrację, zamykają je na określonym terenie, przez co nie mogą one się rozwijać i normalnie rozmnażać. Uzupełnieniem dla UOZ-ów mogą być kładki lub przeciski, czyli rury pod torami dla płazów i mniejszych zwierząt. Takie rozwiązania już w Polsce się stosuje. Niestety jednak nawet tutaj zdarzają się wypadki. Choć system ten ratuje duże zwierzęta, przede wszystkim łosie, zdarzył się przypadek gdy doprowadził do śmierci.

- Ofiarą stał się lis, który słysząc sekwencję dźwięków walczących zwierząt najprawdopodobniej uznał, że po skończonej walce czeka tam na niego duża zdobycz, jest w końcu padlinożercą. Niestety zwierzę zginęło pod kołami pociągu - mówi Roman Miszczak, pracownik sekcji eksploatacji PLK w Siedlcach.

Z drugiej strony UOZ po dopracowaniu może pomóc nie tylko zwierzętom i pasażerom. Jak mówi Zbigniew Szafrański z zarządu Polskich Linii Kolejowych zderzenie pociągu z dużym zwierzęciem to nie tylko dramat śmierci zwierzęcia. Taka kolizja powoduje uszkodzenie lokomotywy, urwanie kranu hamulcowego i wreszcie zatrzymanie pociągu przez maszynistę. Zdarzały się wypadki, gdy pociąg musiał czekać na naprawę. UOZ-y powinny jednak tej sytuacji zaradzić. Jednak, jak zwierza się Zbigniew Szafrański, nie rozwiąże dużo trudniejszego problemu - ludzi wchodzących na tory.

- Niestety ludzi dźwiękami nie możemy odstraszać, a przydałby się taki system - dodaje.

W wypadku zwierząt jest to łatwiejsze bo można odwołać się do instynktu. U ludzi jest trudniej, bo gdy instynkt nie działa powinna działać inteligencja. Jednak w wypadku wchodzenia na tory byle gdzie trudno jest o niej mówić.

źródło: za Gazetą Wyborczą

brak komentarzy