z kraju artykuł

Śląskie: Flirty padły. Ale tym razem to nie ich wina

Tomasz Głogowski, Gazeta Wyborcza,

dodane przez kasiek007

Nowoczesne flirty znów się popsuły i nie pojeżdżą przez tydzień! Kolejarze zapewniają, że tym razem to nie wina pociągów, ale zepsutej sieci trakcyjnej.
Na trasie Tychy Miasto - Katowice flirty kursują regularnie od grudnia zeszłego roku. - Flirty, zamiast jeździć, od kilku dni stoją na bocznicy w Katowicach. Na tory wpuszczono za to stare zdezelowane składy. To jakaś kpina, bo przecież flirty miały być najmocniejszym atutem tej trasy - skarży się Piotr, jeden z pasażerów.

Już raz flirty się popsuły - tknięci najgorszymi przeczuciami, postanowiliśmy sprawdzić, co się stało. - Najpierw, pod koniec marca, zepsuł się jeden flirt, dzień później stanęły kolejne trzy - przyznaje Krzysztof Radomski, zastępca dyrektora Śląskiego Zakładu Przewozów Regionalnych PKP.

Radomski zapewnia jednak, że tym razem to nie wina nowych pociągów, ale sieci trakcyjnej. Specjalnie powołana komisja stwierdziła, że wadliwa sieć popsuła tzw. pantografy, czyli przewody służące do odbierania prądu.

- Widać we flirtach te elementy są bardziej wrażliwe niż w starych składach. Ale nie ma tu żadnej winy producenta - zapewnia dyrektor Radomski i dodaje, że w najbliższy wtorek do Katowic przyjadą przedstawiciele firmy Stadler Polska, która wyprodukowała flirty, i zadecydują co dalej. Możliwa jest albo naprawa, albo wymiana zepsutych pantografów. Pociągi są ubezpieczone, więc koszty naprawy ma pokryć firma ubezpieczeniowa. Potem może dochodzić swoich roszczeń od PKP Polskich Linii Kolejowych lub PKP Energetyki. To te dwie firmy odpowiadają za kolejową infrastrukturę. Na pociągi, za które województwo śląskie zapłaciło ponad 90 mln zł, dostaliśmy 36-miesięczną gwarancję.

W związku z awarią flirty jeszcze przez tydzień nie pojawią się na torach. - Chyba będę musiał przesiąść się na autobus, bo starymi pociągami do pracy w Katowicach już się najeździłem - żali się Piotr.

Przypomnijmy, że za pierwszym razem we flirtach popsuły się tzw. falowniki, niewielkie elementy silnika, zaczął wyciekać płyn z chłodnicy i dalsza jazda była niemożliwa. Winne były podobno silne mrozy.

- Flirty to chyba jakieś pechowe pociągi? - pytamy.

- Absolutnie nie. Są nowoczesne, więc wzbudzają zainteresowanie pasażerów i cały czas są na cenzurowanym. A prawda jest taka, że jak popsuje się stary skład, to nawet tego nie widać, bo wszystkie są takie same. Gdy stanie flirt, wszyscy o tym mówią - odpowiada dyrektor Radomski.

źródło: Gazeta Wyborcza

możliwość komentowania została wyłączona