z kraju artykuł

Ciechocinek: Dworzec bez kasy biletowej. Za to jest wróżka

Tomasz Ciechoński, Gazeta Wyborcza,

dodane przez kasiek007

Na dworcu kolejowym w Ciechocinku znajduje się salon wróżb, sklep ze starociami i biuro obrotu nieruchomościami. Kasy biletowej nie ma. To efekt nieporozumień finansowych między kolejowymi spółkami PKP SA, PKP PR i PKP Intercity.
d początku czerwca kasa biletowa na dworcu w Ciechocinku nie działa. Pasażerów wita kartka z informacją, że bilety muszą kupić u kierownika pociągu (czyli konduktora). - Kuracjusze i wczasowicze są oburzeni - pisze w e-mailu do redakcji czytelnik podpisujący się jpg5.

Ciechocińskie sanatoria każdego roku goszczą 80 tys. kuracjuszy, do miasta przyjeżdża też 380 tys. innych gości, którzy zatrzymują się w hotelach i domach prywatnych. Na co dzień mieszkają w różnych zakątkach Polski. Ci, którzy z kurortu chcą wyjechać koleją, muszą dostać się pociągiem osobowym do pobliskiego Aleksandrowa Kujawskiego i tam przesiąść się na inny, zazwyczaj pospieszny. O której mają przesiadkę? Tego od dwóch tygodni na dworcu w Ciechocinku dowiedzieć się nie mogą. Nie mówiąc już o kupnie biletu do stacji docelowej.
Na likwidację kasy skarżą się też mieszkańcy. Część z nich dojeżdża do szkół i zakładów pracy w Aleksandrowie. Tam też muszą teraz kupować bilety miesięczne. To niejedyne niedogodności.

- W piątek musiałam jechać do Torunia - opowiada nasza czytelniczka. - Poszłam na przystanek PKS, gdzie dowiedziałam się, że z powodu długiego weekendu część autobusów nie kursuje. Ruszyłam więc na pobliski dworzec PKP. Na rozkładzie przeczytałam, że niebawem przyjedzie pociąg do Aleksandrowa. Ale czy tam będę mieć przesiadkę do Torunia? Tego w żaden sposób nie mogłam się dowiedzieć. Musiałam dzwonić do znajomych, aby w internecie sprawdzili mi połączenie. Na szczęście przesiadka była.

To nie wszystko. Dworzec jest otwarty tylko w godzinach pracy znajdujących się tam: salonu wróżb, biura obrotu nieruchomościami i galerii antyków. - Gdy budynek jest zamknięty, trzeba stać na peronie, a jak pada deszcz, nie ma się gdzie schować - pisze jpg5.

Marek Ostrowski, zastępca dyrektora w Kujawsko-Pomorskim Zakładzie Przewozów Regionalnych w Bydgoszczy tłumaczy, że o zamknięciu kasy zdecydowały względy ekonomiczne. Za korzystanie z dworca i sprzedaż tam biletów PKP Przewozy Regionalne musiały płacić właścicielowi obiektu - spółce PKP SA. - Przychód z kasy nie pokrywał kosztów jej utrzymania - tłumaczy Ostrowski. - Do tego dochodzi specyfika dworca w Ciechocinku. Spółka PKP SA traktowała nas tak, jakby bilety kupowali tam tylko nasi pasażerowie. Tymczasem ok. 90 proc. biletów sprzedawaliśmy na pociągi konkurenta - PKP Intercity [to spółka obsługująca pociągi pośpieszne, które jeżdżą przez Aleksandrów - red.]. Bilety na pośpieszne kupowali głównie kuracjusze. Większość nawet nie dojeżdżała do Aleksandrowa naszymi pociągami, tylko korzystała z podstawianych pod sanatoria prywatnych busów. Dlatego zdecydowaliśmy się zlikwidować kasę, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby otworzyła ją spółka PKP Intercity.

- To tłumaczenie jest dość pokrętne - komentuje Lech Romanowski z Zakładu Północnego PKP Intercity w Gdańsku. - Przez Ciechocinek nie jedzie żaden nasz pociąg.

- Czy mimo to pana firma planuje otworzyć tam własną kasę? - pytam.

- Nie jestem w stanie dziś odpowiedzieć - mówi Romanowski. - O tym, że w Ciechocinku jej nie ma, dowiaduję się od pana.

Ile PKP PR musiały płacić PKP SA? Ostrowski tego nie ujawnia. Uspokaja też pasażerów, którzy z Ciechocinka wybierają się w dalszą podróż. Bilet na osobowy do Aleksandrowa kupią u konduktora. A następny dostaną - bez dodatkowych opłat - w pociągu, do którego się przesiądą.

Tymczasem w biurze rzecznika prasowego PKP SA usłyszeliśmy, że spółka ma gotowe rozwiązanie problemu. Jakie? Tego nikt nie był w stanie nam powiedzieć. Informacje mają być wkrótce.

- Mamy świadomość, że to zamieszanie szkodzi wizerunkowi kolei - przyznaje Ostrowski. - Ale dlaczego akurat PKP Przewozy Regionalne mają dokładać do interesu?
Komentarz

Tomasz Ciechoński

"W trosce o dobro pasażerów" to, czy dojedziemy z miasta A do miasta B, zależy nie od jednego monopolisty, tylko od kilku wyspecjalizowanych spółek kolejowych. Wszystkie starania o poprawę jakości połączeń, a więc także złamanie monopolu, trzeba pochwalić. Jednak gdy okazuje się, że nikomu nie opłaca się sprzedawać biletów, to ewidentnie coś jest nie tak. Dobrym rozwiązaniem byłoby dopuszczenie prywatnego przedsiębiorcy, który wydzierżawi kasę i na własną rękę rozpocznie sprzedaż, dzieląc się zyskiem ze wszystkimi spółkami. Tylko skąd wziąć człowieka, który zaryzykuje prowadzenie interesów z kolejarzami?

źródło: Gazeta Wyborcza

brak komentarzy