z kraju artykuł

Śląskie: Jak nowe pociągi okazały się "starymi" flirtami

Tomasz Głogowski, Gazeta Wyborcza,

dodane przez Jasiek

Do tej pory Śląski Urząd Marszałkowski unikał nachalnej propagandy sukcesu, ale w przypadku transportu publicznego ta sztuka się nie udała. Odtrąbiono, że kupimy pięć nowych pociągów. Okazało się, że nie pięć, tylko jeden, bo cztery już dawno jeżdżą po śląskich torach. To znane wszystkim flirty.
Marszałek województwa rozstrzygnął konkurs na unijne fundusze dla transportu publicznego. Z dumą poinformowano, że w Śląskiem przybędzie 4,6 km linii tramwajowych, siedem tramwajów, 132 autobusy oraz pięć tzw. Elektrycznych Zespołów Trakcyjnych, czyli nowoczesnych pociągów.

Przypuszczam, że radości mieszkańców aglomeracji katowickiej nie zmącił fakt, że nowa linia tramwajowa oraz siedem nowoczesnych tramwajów przypadną Częstochowie, gdzie ostatnie wagony kupowano w 1989 roku. Część pasażerów i miłośników kolei zwróciła natomiast uwagę na nowe pociągi. Informacja brzmiała sensacyjnie, bo zaledwie kilka miesięcy temu województwo ogłosiło, że kupi od bydgoskiej Pesy osiem nowych pociągów typu elf. Biorąc pod uwagę, że mamy już cztery flirty, będziemy mieli osiem elfów i jeszcze teraz kupimy pięć równie nowoczesnych maszyn, wyrastalibyśmy na kolejową potęgę w kraju: "To będzie coś"! - pisali wczoraj uradowani internauci.

Niestety, gdy próbowaliśmy dowiedzieć się czegoś więcej na temat nowych pociągów, sytuacja przestała już być tak różowa. Na początku urzędnicy nie mieli nawet pojęcia, czy rzeczywiście chodzi o nowe pociągi, czy być może tylko o dotację na zapowiadane elfy. Ale później było jeszcze gorzej. Okazało się, że pod wielce optymistycznym komunikatem o "dotacji na pięć nowoczesnych pociągów" kryje się zaledwie... spłata czterech flirtów, które od dawna jeżdżą po naszych torach. Pieniądze na ich kupno wyłożyło województwo, a teraz - rozstrzygając konkurs na unijne fundusze - może starać się o zwrot wyłożonej kasy. Niestety, oprócz ośmiu elfów możemy więc liczyć tylko na jeden nowy pociąg, i to nie wiadomo nawet jaki. To musi dopiero szczegółowo określić przetarg.

Niby nie ma wielkiej tragedii, bo każdy dodatkowy skład to radość dla pasażerów. Ale warto zapytać: po co ta propaganda sukcesu? Spłata czterech starych flirtów i kupno jednego nowego składu to przecież nie to samo co "pięć nowych Elektrycznych Zespołów Trakcyjnych". No, chyba że chodzi o wprowadzenie pasażerów kolei w dobry nastrój przed zbliżającym się wejściem nowego rozkładu jazdy (13 grudnia). Ale wszystkie wróble ćwierkają, że ma być najlepszy od lat, więc chyba nie ma sensu robić sobie aż takiego PR-u? Chyba że skończy się jak z tymi pięcioma pociągami...

źródło: Gazeta Wyborcza

możliwość komentowania została wyłączona