z kraju artykuł

Mazowsze: Na Mazowszu kolej własna, ale ciasna. I bardzo droga

Krzysztof Śmietana, Gazeta Wyborcza,

dodane przez volvob10ma

Już równo pięć lat wożą pasażerów Koleje Mazowieckie. Z kasy województwa poszło na nie ponad 1,5 mld zł. Ale czy to na pewno dobrze zainwestowane pieniądze?
To pierwszy w Polsce przewoźnik samorządowo-kolejowy. Jego utworzenie wywołało ogromny opór kolejarzy w całym kraju. 11 stycznia 2005 r. związki zawodowe zorganizowały nawet blokadę Dworca Wschodniego. - Z dużej spółki Przewozy Regionalne wydzieliła się mała firma, ale ogromne długi pozostały w tej pierwszej. W ten sposób nigdy nie uzdrowimy kolei - grzmiał Stanisław Kogut, szef kolejarskiej "Solidarności".

Wpompowane miliony



Ówczesna szefowa Kolei Mazowieckich Halina Sekita przekonywała, że nowa spółka ma szanse na duże dotacje od władz Mazowsza, co wyjdzie tylko na dobre pasażerom. Rzeczywiście nasze województwo dość sowicie zaczęło dopłacać do kolejarzy. Zaczęło się od niemal 100 mln zł dotacji w 2005 r. W 2008 r. dofinansowanie sięgnęło już ponad 180 mln zł i od tej pory utrzymuje się na podobnym poziomie. W ciągu pięciu lat samorząd przekazał łącznie ponad 750 mln zł na bieżącą działalność. Do tego dochodzi 121 mln zł na podwyższenie kapitału zakładowego i 660 mln zł na zakup i remonty taboru.

Od 2008 r. w nowych biało-żółto-zielonych barwach Kolei Mazowieckich jeździ 10 szwajcarskich flirtów i 37 piętrowych wagonów. To jednak kropla w morzu potrzeb. Na torach nadal dominują stare, awaryjne jednostki typu EN57 (jest ich 189). Ich braki wychodzą zwłaszcza teraz. Podczas mrozów często się psują, co powoduje ogromne niezadowolenie pasażerów. Ostatnio jeden z nich, radny z Mińska Maz., nawoływał nawet do buntu.

Powoli na lepsze



O Kolejach Mazowieckich zaczęło być głośno jesienią zeszłego roku, gdy rozgorzał konflikt o nowego prezesa Jakuba Majewskiego, który kierował spółką od końca czerwca. Zaprezentował plan reform. Proponował m.in. lepsze wykorzystanie taboru, wprowadzenie ekspresów regionalnych i uruchomienie centrum zarządzania kryzysowego. Wytykał kolejarzom, że często układają rozkłady pod swoje potrzeby. Marszałek Adam Struzik z PSL uznał, że prezes doprowadził do skonfliktowania pracowników, a zamiast wprowadzać reformy, tylko o nich mówił. Majewski szybko został odwołany z funkcji.

- Miał dobre pomysły, ale rzucono go na zbyt głęboką wodę - ocenia poseł PSL Janusz Piechociński, zastępca szefa sejmowej komisji infrastruktury. Sam chwali zaś powołanie przed pięciu laty Kolei Mazowieckich. - Widać, że kolej w naszym regionie powoli zmienia się na lepsze. Pojawiły się nowe pociągi. Dużym krokiem było stworzenie wspólnego biletu na kolej i komunikację miejską w Warszawie. Z drugiej strony pasażerowie mają znacznie większe potrzeby, którym trudno sprostać przewoźnikowi. Pilnie potrzebne są następne nowe wagony. Wizerunek kolei psuje też kiepski stan torów, brudne stacje i dworce, ale za to odpowiadają już inne spółki kolejowe - przypomina Piechociński.

Brakuje konkurencji



Inni są bardziej krytyczni. - Po powstaniu Kolei Mazowieckich na pewno poprawiła się oferta dla pasażerów, zwłaszcza na tle reszty kraju. Ostatnie wydarzenia związane z niemiłosiernym tłokiem w pociągach pokazały jednak, że Koleje Mazowieckie zamiast kroku naprzód robią krok w bok. Często bliżej im do niewydolnego PKP niż do nowoczesnej firmy. Spółka nie potrafi efektywnie wykorzystać taboru - uważa dr Michał Wolański z Katedry Transportu Szkoły Głównej Handlowej. Zastanawia się, czy ogromne dotacje, które pompuje w spółkę Mazowsze, są dobrze wykorzystywane. - Może lepszy byłby model niemiecki, gdzie władze regionalne ogłaszają przetargi na obsługę tras kolejowych. Tam działa to bardzo dobrze, bo konkurencja wymusza lepszy standard podróży - dodaje dr Wolański.

W Polsce przetarg na wożenie pasażerów na niektórych trasach zdecydowało się ogłosić województwo kujawsko-pomorskie. Jeździ tam angielska Arriva. Analogiczne przetargi, tyle że na obsługę linii autobusowych, od ponad dziesięciu lat ogłasza w Warszawie Zarząd Transportu Miejskiego. W obu przypadkach koszty przewozów spadły.

Jednak władze Mazowsza na razie nie myślą o przetargach, choćby na obsługę niektórych linii. Wolą inwestować we własnego przewoźnika. Obiecują m.in., że w 2011 r. na torach pojawi się 36 nowych elektrycznych pociągów. Wielu pasażerów, którzy teraz jeżdżą zdezelowanymi pociągami w tłoku i z opóźnieniami, przestaje już wierzyć w obietnice marszałka Adam Struzika. Odgrażają się, że w jesiennych wyborach samorządowych na pewno nie oddadzą głosu na niego i jego partię.

źródło: Gazeta Wyborcza

możliwość komentowania została wyłączona