z kraju artykuł

Poznań: Bardzo nie po kolei na kolei: nerwy w pociągach

Joanna Bosakowska, Gazeta Wyborcza,

dodane przez kasiek007

W pociągach regionalnych tłok, bo z 61 elektrycznych składów jeżdżą tylko 42. Reszta czeka na naprawę. A pasażerów trafia szlag: - Problem zawsze był, ale to, co się dzieje ostatnio, przechodzi ludzkie pojęcie!
A co się dzieje ostatnio? Piątek 15 stycznia, pociąg z Poznania do Bydgoszczy, godz. 16.50. Podróż relacjonuje na forum Gazeta.pl poletta84: "Mam odjazd pociągu z peronu 3 (na tablicy wisi), więc idziemy wszyscy na trzeci peron, po to, żeby po 15 minutach sterczenia lecieć na szósty, bo w ostatniej chwili zmieniają peron. Pociąg oczywiście krótki, jeden skład, w środku ścisk, na stacjach po drodze nie wszyscy wsiedli. Ludzi było tylu, dlatego że wcześniejszy pociąg odjeżdżający 20 minut przed moim został odwołany i wszyscy wsiedli do tego późniejszego". I dodaje: "jak imbecyle odwołują pociąg, to czy tak trudno się domyślić, że przydałby się jeszcze jeden skład? Czy oni mają frytki we łbach?".

Na tłok w pociągach skarżą się pasażerowie dojeżdżający rano do Poznania (szczyt w godz. 7-9) oraz wyjeżdżających z niego po południu (najgorzej jest w godz. 15-17). Katarzyna z Biskupic: - Poniedziałek rano. Jeden pociąg odwołany, drugi spóźniony 80 minut. W dodatku podjeżdża jeden skład, w środku już pełno. Jakoś się wepchaliśmy, jechaliśmy "na śledzia".
Apogeum dworzec główny przeżywa w piątkowe popołudnie, gdy do osób codziennie dojeżdżających dołączają studenci wracający na weekend do domu.

Inny głos z forum: "Często kursuję na trasie Poznań-Chodzież w obie strony. Wracając do Poznania, mam czasem problem z wejściem do pociągu, bo skład jest tak krótki, że ludzie cisną się w każdym kącie, nie wyłączając toalet. Podnosić ceny biletów każdy potrafi, tylko trzeba pamiętać jeszcze o podniesieniu standardów podróży...".

Wicemarszałek Wojciech Jankowiak jest bezradny: - W rozkładzie jazdy określamy, jakiego typu składy powinny jeździć, bo mamy badania potoków podróżnych. Ale nasz poznański oddział Przewozów Regionalnych ma kłopoty taborowe.

Zbigniew Kryś, zastępca dyrektora Wielkopolskiego Zakładu Przewozów Regionalnych, mówi kategorycznie: - Gdy podstawimy gdzieś dłuższy pociąg, inny będziemy musieli odwołać.

I wylicza: oddział ma 61 tzw. Elektrycznych Zespołów Trakcyjnych (to te pociągi żółto-niebieskie albo czerwone), z czego pięć pożyczonych z innych województw. W poniedziałek na tory wyjechały jednak tylko 42 EZT. Co z resztą? - Czekają na naprawę. Nie mamy zaplecza, żadnej hali, żeby te usterki usunąć. Dlatego składy musimy wysyłać do Kołobrzegu i Torunia. Ale oni też mają kłopot z pociągami, więc najpierw naprawiają swoje, a dopiero potem nasze.

Tak więc pociągi czekają na naprawę kilka dni, czasem ponad tydzień. A psują się często, bo prawie wszystkie składy mają 30-40 lat. Zimą wysiadają hamulce czy silnik.

Pasażerów te tłumaczenia nie przekonują. - Czy kolejarze liczyli, że nigdy u nas zimy nie będzie? - dziwi się Małgorzata Kropiwnicka, nauczycielka, która dojeżdża do Poznania z Puszczykowa. "Oni chyba wychodzą z takiego założenia, że powinniśmy się cieszyć, że w ogóle cokolwiek jeździ. Nie, szanowni państwo! Ja nie będę klaskać uszami dlatego, że podstawiają mi łaskawie jedną jednostkę, w której stoję ściśnięta i marznę. I do cholery, płacę za to 200 złotych miesięcznie!" - denerwuje się internautka poletta84.

Dyrektor Kryś nie zostawia jednak złudzeń, że w najbliższych tygodniach będzie lepiej: - Muszę rozdzielać to co mam. Nie da się dodatkowych składów pożyczyć z innych województw, bo te mają ten sam problem co my.

Na Dolnym Śląsku Przewozy Regionalne odwołały ostatnio kilkanaście pociągów.

Kryś: - Może uda się nam przyspieszyć naprawę zepsutych pociągów. Rozmawiam na ten temat z kolegami z innych oddziałów.

I podkreśla, że stara się wybierać mniejsze zło: podstawiać krótsze składy, ale za to odwoływać jak najmniej pociągów.

Ta strategia spotyka się ze zrozumieniem Urzędu Marszałkowskiego, który finansuje przewozy regionalne. - Nie zamierzam kolejarzy usprawiedliwiać, ale są to trudności obiektywne - mówi marszałek Jankowiak.

Na nowe pociągi musimy poczekać co najmniej dwa lata, bo dopiero w lutym Urząd Marszałkowski ogłosi przetarg na zakup ponad 20 składów elektrycznych (pieniądze na to są). Także pociągi, które będą modernizowane, na tory wyjadą nie wcześniej niż za rok.

źródło: Gazeta Wyborcza

możliwość komentowania została wyłączona