z kraju artykuł

Warszawa: Na kolei jeszcze długo bez zmian

Krzysztof Śmietana, Gazeta Wyborcza,

dodane przez kasiek007

Nowy prezes Kolei Mazowieckich ujawnia najnowsze plany - regionalne ekspresy na dwóch liniach, policjanci po cywilnemu w pociągach. Na rozładowanie ogromnego tłoku w wagonach pasażerowie muszą jednak czekać, aż przybędzie nowych składów.
Krzysztof Śmietana: Niemal codziennie dostajemy od czytelników skargi, że nie sposób wejść do pociągu. Plagą są krótkie składy. Kilka dni temu na linii radomskiej jeden z podróżnych zemdlał w zatłoczonym wagonie i trzeba było wzywać karetkę. Co się dzieje?

Artur Radwan, prezes Kolei Mazowieckich: Tabor jest, jaki jest, i dość często się psuje. Robimy wszystko, żeby takich sytuacji było jak najmniej. W ciągu pięciu lat istnienia Kolei Mazowieckich nie da się nadrobić wieloletnich zaniedbań. Sytuacja poprawi się po zakupie nowego taboru. Jeśli chodzi o linię radomską, planujemy dokupienie 20 wagonów piętrowych, żeby wydłużyć składy.

Od kilku lat słyszymy, że wszystko zmieni się po tych zakupach, a przecież jeździ już dziesięć nowoczesnych pociągów Flirt i 37 piętrowych wagonów Bombardiera. Może są kiepsko wykorzystane? Czy to prawda, że większość piętrusów w ciągu dnia robi jeden kurs, a potem stoją na bocznicy?

- Tabor jest maksymalnie wykorzystany w godzinach szczytu. W innych porach jeździ mniej osób. Poza tym nie wszędzie na końcowych stacjach da się przepiąć lokomotywę z jednego końca na drugi. Możemy to robić tylko w Radomiu, Łukowie i Dęblinie, a np. w Skierniewicach czy Nasielsku już nie. Ten problem zniknie w 2011 r., gdy zostaną dostarczone nowoczesne lokomotywy, których nie trzeba będzie przepinać.
A co ze starymi pociągami, które ostatnio tak często się psuły?

- Właśnie podpisaliśmy dwie umowy warte ponad 155 mln zł - z firmą ZNTK Mińsk Mazowiecki na modernizację 54 pociągów i z Newagiem na naprawę i modernizację 23 pociągów elektrycznych. Zostaną przystosowane do potrzeb niepełnosprawnych, pojawi się monitoring, audiowizualny system informacji dla podróżnych i energooszczędne silniki.

Pasażerowie Kolei Mazowieckich narzekają na fatalną informację. Dlaczego gdy dochodzi do awarii, konduktorzy nic ludziom nie mówią, nie ma też precyzyjnych komunikatów z megafonów?

- Za wygłaszanie komunikatów przez megafony odpowiedzialny jest zarządca torów i peronów, czyli PKP Polskie Linie Kolejowe. Jakość zapowiedzi ze względu na stan techniczny urządzeń jest rzeczywiście zła albo nie ma ich wcale. Rozmawiamy z PLK i wskazujemy stacje, na których trzeba poprawić informację. W większości pociągów nie ma możliwości wygłaszania zapowiedzi, bo nie ma nagłośnienia. To się jednak zmieni. W ramach modernizacji system głośników będzie sukcesywnie instalowany. Wówczas kierownik pociągu będzie informował pasażerów.

Od kilku miesięcy mówi się o powołaniu centrum zarządzania kryzysowego, które miałoby błyskawicznie reagować, np. gdy pociąg utknie w polu.

- Jedną z moich pierwszych decyzji było powołanie sztabu antykryzysowego, który ma poprawić przepływ informacji w naszej spółce, ale też z PLK i pasażerami. Powstaje też Centrum Zarządzania Przewozami, gdzie m.in. dzięki nadajnikom GPS w pociągach będzie można monitorować ich ruch. Jeśli jakiś skład utknie na torach, wyślemy zastępcze autobusy. Chcemy też uruchomić infolinię. Pasażerowie uzyskają tam informację o aktualnych utrudnieniach i remontach torów. A remonty nas wykańczają. Wiemy, że muszą być, ale pasażerowie za wszelkie utrudnienia obwiniają nas.

Czy kiedykolwiek uda się wprowadzić cykliczny rozkład jazdy, żeby pociągi kursowały w równych odstępach? To byłoby wygodne dla pasażerów.

- Dążymy do tego, ale na torach nie jesteśmy sami. Musimy się liczyć z pociągami międzynarodowymi, InterCity czy TLK.

Może to kwestia walki o swoje podczas układania rozkładu przez Polskie Linie Kolejowe?

- Pierwszeństwo mają pociągi międzynarodowe.

Przecież zostało ich niewiele.

- Także pociągi InterCity czy TLK mają priorytet.

A co z liniami na obrzeżach Mazowsza, np. z Sierpca do Nasielska czy z Radomia do Drzewicy? Był plan, żeby na początku marca zlikwidować tam kursy. Czy nadal jest taka groźba?

- Organizatorem przewozów kolejowych na Mazowszu jest samorząd województwa i to on podejmie decyzje o połączeniach peryferyjnych. Władze regionu zamierzają przeprowadzić badania, które odpowiedzą, ilu podróżnych jeździ wszystkimi pociągami Kolei Mazowieckich.
A jaki jest sens uruchamiania pociągów z Warszawy do wsi Iłowo za Mławą? Nie mogłyby jak dawniej dojeżdżać do Działdowa?

- Nam wygodniej było jeździć do Działdowa, które leży już w innym województwie, i zabierać stamtąd więcej pasażerów. Ale Warmińsko-Mazurskie musiałoby płacić Mazowszu za kursy na swoim terenie.

Co z zapowiadanymi ekspresami regionalnymi między największymi miastami Mazowsza?

- Wolimy je nazywać po prostu ekspresami. Być może pojadą w ciągu dwóch-trzech miesięcy, ale tylko tam, gdzie tory pozwalają się rozpędzić do 160 km/godz.
Czyli tylko do Siedlec i Łowicza?

- Tak.

Będą więc kolejne zmiany w rozkładach jazdy?

- Była korekta 1 marca. Następna będzie na początku czerwca. Zawsze staramy się uwzględniać sugestie podróżnych. Latem na tory wróci pociąg "Słoneczny" nad morze. Myślimy także o innych kierunkach turystycznych. Ale na razie nie mogę zdradzić szczegółów.

Jeździ pan wieczorami waszymi pociągami?

- Jeżdżę i do tej pory nic mi się nie stało. Media wyolbrzymiają kwestię bezpieczeństwa. Przede wszystkim musimy się zmagać z wandalizmem. W zeszłym roku naprawa zdewastowanych pociągów kosztowała 900 tys. zł. I to są tylko koszty materiałów. Współpracujemy z policją i ze Strażą Ochrony Kolei. Dlatego w wielu pociągach policjanci będą jeździć po cywilnemu. W modernizowanych składach montujemy kamery.

Pana poprzednik twierdził, że rozkład często robi się pod kolejarzy. I tak mamy kursy np. o godz. 3 nad ranem albo grubo po północy, żeby mogli dotrzeć do pracy lub do domu.

- To bzdura. Rozkład jest opracowywany z myślą o podróżnych, by mogli dojechać do szkoły bądź pracy i z powrotem. Wśród podróżnych są także kolejarze. Według obliczeń ze sprzedaży biletów okresowych kolejarze to jakieś 10-11 proc. podróżnych.

Czyli niemało.

- Nie słyszałem jednak o sytuacjach, żeby uruchamiano jakiś skład po to, by kolejarz mógł dojechać do pracy. Bardzo wczesne czy późne kursy wynikają stąd, że pociąg musi dojechać do stacji, gdzie może przenocować. Jeśli uruchamiamy pociągi nocą, niektórzy mówią, że to kursy dla kolejarzy. Jeśli nie ma pociągów nocnych, pojawia się zarzut, że zwykli ludzie nie mają jak wrócić do domu.

źródło: Gazeta Wyborcza

możliwość komentowania została wyłączona