region szczeciński artykuł

Chaos na dworcu. Kolejarze z Intercity uziemili pasażerów

Andrzej Kraśnicki jr, Gazeta.pl,

dodane przez Bodek; zmodyfikowane

Wyjazd trzech pociągów opóźniony o dwie godziny, kolejnego o pół godziny. Brak informacji, zdezorientowani pasażerowie, nerwy. Spółka PKP Intercity przez kilka godzin nie potrafiła opanować skutków prostej awarii. To kolejna wpadka kolejarzy na dworcu Szczecin Główny
Ofiarą bałaganu padło kilkuset pasażerów, którzy w środę rano wybierali się ze Szczecina Głównego do Warszawy, Olsztyna, Przemyśla i Białegostoku.

- Intercity do Warszawy powinien odjechać o godz. 5.51. Dochodzi ósma, a my dopiero ruszamy ze Szczecina - zaalarmował rano "Gazetę" jeden z czytelników.

Poranny pociąg do Warszawy zwykle jest podstawiany na peron około godz. 5.30. Tym razem pasażerowie nie mogli się go doczekać. Przez megafony podawano informacje, które się nie sprawdziły. Pociąg miał być najpierw "za kwadrans", potem "za dwadzieścia minut".

- Poszedłem do budynku dworca. W informacji dowiedziałem się, że to wszystko z powodu awarii sieci - relacjonował nam podróżny.

Spółka PKP Intercity, którą poprosiliśmy o wyjaśnienia, przyznała, że w środę rano doszło w Szczecinie do sporego zamieszania. Z dwugodzinnym opóźnieniem odjechał nie tylko pociąg do Warszawy, ale także składy do Olsztyna, Przemyśla, a z półgodzinnym - do Białegostoku. Pociągi nie mogły o właściwym czasie opuścić bocznic w tzw. parku odstawczym Zaleskie Łęgi. To kilka należących do PKP Intercity torów przy stacji Szczecin Port-Centralny.

- Powodem był brak napięcia w sieci trakcyjnej, powstały w wyniku obniżenia sieci trakcyjnej nad jednym z torów - tłumaczy Beata Czemerajda z Biura Komunikacji i Promocji PKP IC.

Brak napięcia faktycznie mógł uniemożliwić wyprowadzenie wagonów z bocznic i dotarcie na perony Szczecina Głównego lokomotywom elektrycznym. - Dlaczego jednak nie wyprowadzono wagonów przy pomocy lokomotywy spalinowej? - pyta czytelnik.

Spytaliśmy i my. Ale PKP Intercity unika jasnej odpowiedzi. Beata Czemerajda ograniczyła się do stwierdzenia, że "przyczynę usterki oraz zarządzoną w tym czasie organizację ruchu pociągów spółka wyjaśni (...) w trakcie prac komisji".

Jest co wyjaśniać. Od stwierdzenia braku prądu w sieci do planowanego wyjazdu "Chrobrego" z bocznicy minęła godzina. Jednak PKP IC uruchomiły skład dopiero po godz. 7, kiedy trakcja została naprawiona. Tymczasem lokomotyw spalinowych jest "pod ręką" mnóstwo. Szczecin Port Centralny to także lokomotywownia z takimi maszynami. Tyle że owe lokomotywy należą do innej spółki: PKP Cargo. W praktyce oznacza to, że ktoś w PKP IC musiałby podjąć decyzję o opłaceniu wynajęcia spalinówki z Cargo. Nikt tego nie zrobił.

Porannym pociągom spółki Intecity po wyjeździe ze Szczecina nie udało się nadrobić opóźnień. "Chrobry" dotarł do Warszawy o godz. 13.25 (planowo powinien tam być o godz. 11.18). Tak duże opóźnienie pokrzyżowało plany części pasażerów, którzy chcieli - po załatwieniu spraw - jeszcze tego samego dnia wrócić do Szczecina. Nie mieli na to szans, bo ostatni, dzienny pociąg, który oferuje PKP IC na trasie Warszawa-Szczecin, odjeżdża o godz. 16.50.

- Oczywiście każdy pasażer pociągu "Chrobry" może do naszej spółki złożyć wniosek o rekompensatę - zapewnia Czemerajda.

Rekompensata za opóźnienie to bon umożliwiający zakup kolejnego biletu na pociąg IC z 25 - lub 50-procentową zniżką. Jaką zniżkę otrzyma pasażer w tym przypadku, zależy od uznania PKP IC. Wniosek o rekompensatę można złożyć w Centrum Obsługi Klienta na Dworcu Głównym w Szczecinie. Na jego rozpatrzenie kolej rezerwuje sobie 30 dni. Odszkodowanie nie przysługuje pasażerom innych opóźnionych we wtorek pociągów, bo nie mają one statusu Intercity, a jedynie Twoich Linii Kolejowych.

To nie pierwsza poważna wpadka PKP IC na dworcu Szczecin Główny w tym roku. W lutym pracownicy spółki zapomnieli dołączyć do składu dwóch dodatkowych, zarezerwowanych dużo wcześniej wagonów z miejscami dla dzieci jadących aż do Zakopanego. Winni zostali wówczas zdegradowani i ukarani finansowo.

Komentarz

Spółka PKP Intercity miała wystarczająco dużo czasu, by nie dopuścić do opóźnienia pociągów, które utknęły na bocznicy. Wygląda na to, że o świcie zabrakło kogoś, kto mógłby podjąć decyzję o ściągnięciu na pomoc lokomotywy innej spółki. Niekompetencja? Brak wyobraźni? Strach przed poniesieniem dodatkowych kosztów (za użycie spalinowej lokomotywy trzeba byłoby oczywiście zapłacić)? PKP IC nie radząc sobie ze skutkami tak błahej awarii, pokazała, że organizacyjnie, a przynajmniej mentalnie, wciąż tkwi w głębokim PRL-u, gdzie pasażer był szczęśliwy, że w ogóle się do pociągu dostał.

źródło: Gazeta.pl

8 komentarzy