z kraju artykuł

Małopolskie: Małopolska może przejąć koleje regionalne

Bartosz Piłat, Gazeta Wyborcza,

dodane przez MQ

Marszałek małopolski chce przejąć małopolskie PKP Przewozy Regionalne. Jak uczy przykład Kolei Mazowieckich, dzięki temu może się poprawić jakość i liczba połączeń.
Czy kolej może przestać się kojarzyć z PKP? W Małopolsce - częściowo tak. Marszałek województwa Marek Nawara chciałby przejąć zarządzanie lokalną spółką kolejową - PKP PR. Władze samorządowe liczą na to, że dzięki temu uda się przede wszystkim zwiększyć liczbę połączeń, a także podnieść standard podróżowania. Efekt ten miałby być osiągnięty za pieniądze porównywalne z tymi, jakie województwo co roku wydaje na kolej w regionie.

Jeśli samorząd potrafi zwiększyć zainteresowanie koleją na najbardziej popularnych połączeniach, takich jak Kraków - Tarnów, nie będzie musiał likwidować tych najbardziej nieopłacalnych linii. To ważne, bo często są one jedynym połączeniem dla ludzi z małych miejscowości. W takiej sytuacji są teraz na przykład Stróże czy Biecz, gdzie od zeszłego roku nie zatrzymuje się już prawie żaden pociąg - połączenia zlikwidowano, ponieważ do pociągów wsiadało tam za mało osób.

Szynobus zamiast dotacji

Od kilku lat małopolskie PKP PR walczą z samorządem województwa o zwiększanie dotacji na pokrycie kosztów lokalnych połączeń. Samorządowcy bronią się, jak mogą, ograniczając wydatkowane na ten cel sumy do niezbędnego minimum. Tłumaczą, że nie chcą dopłacać do długów deficytowego przedsiębiorstwa. Zamiast dawać kolejarzom pieniądze, wolą kupować nowe szynobusy, które są tańsze w obsłudze i zapewniają pasażerom większy komfort, zachęcając ich zarazem do wybierania tego środka komunikacji. Taka strategia przynosi efekty: gdy w zeszłym roku szynobusy trafiły na trasę z Krakowa do Wieliczki, w ciągu kilku miesięcy liczba podróżujących na tej linii wzrosła prawie o jedną trzecią.

Przejąć stery, zmienić kolej

Teraz marszałek Marek Nawara chce zrobić następny krok: przejąć zarządzanie regionalnymi kolejami. - PKP zbyt wolno się zmieniają. Od kilku lat dostają kolejne szynobusy, lecz w dalszym ciągu nie mają serwisu, który mógłby je obsługiwać. Większość napraw odbywa się w Bydgoszczy lub na Śląsku - podaje przykład Nawara, tłumacząc, że własny serwis byłby tańszy. Jego zdaniem niemałe pieniądze PKP PR traci również na wynajmowaniu maszynistów od siostrzanego PKP Cargo, bo swoich nie ma.

Przejęcie sterów w PKP PR miałoby nastąpić w ciągu najbliższych czterech lat. - Będziemy mieli większy wpływ na rozkład jazdy oraz na to, dokąd skierować tabor - wyjaśnia Nawara. - Co ważne, jako większościowy udziałowiec firmy będziemy decydowali o zmianach, a nie musieli ich negocjować z kolejarzami.

- Na razie wyraźnych sygnałów z Małopolski, że chciałaby przejąć udziały w przewozach regionalnych, nie było. My jesteśmy chętni do takiej współpracy, bo oznacza to mniejsze problemy ze zdobyciem pieniędzy - mówi Łukasz Kurpiewski, rzecznik PKP PR.

Ministerstwo wspiera pomysł

Pomysł małopolskiego marszałka nie jest nowy. Dwa lata temu na podobny krok zdecydowało się województwo mazowieckie, przejmując 51 proc. udziałów w tamtejszym PKP PR. Reszta udziałów należy nadal do PKP, które wniosło do spółki tabor. Po tej decyzji w ciągu dwu lat liczba połączeń w woj. mazowieckim wzrosła o 17 proc., spora część pociągów została odnowiona, a obsługa dostała nowe mundury. Od 1 lipca tego roku na przejęcie regionalnych kolei zdecydowało się też województwo wielkopolskie.

Marszałek Nawara zapewnia, że zdaje sobie sprawę, iż aby wojewódzkie koleje zaczęły prawidłowo funkcjonować, na początku będzie potrzebna duża inwestycja. - Województwo mazowieckie musiało wyłożyć prawie 140 mln zł, ale to się opłaciło - argumentuje marszałek.

Takie podejście samorządów do organizacji kolejowych połączeń wspiera Ministerstwo Transportu. - W marcu odbędzie się spotkanie marszałków sejmików wojewódzkich z przedstawicielami resortów transportu i finansów właśnie w sprawie przejmowania regionalnych kolei - zdradza Przemysław Smulski, dyrektor Projektu PKP SA, który zajmuje się reorganizacją kolei regionalnych. Jego zdaniem taki ruch jest niezbędny, bo jeśli samorządy będą miały realny wpływ na zarządzanie koleją, chętniej będą inwestowały swoje pieniądze. - Spółki województw i kolei nigdy nie uzyskają zysków, ale samorządowcy będą w stanie doprowadzić do większych oszczędności. Jednocześnie będą chętniej inwestowali w nowy tabor - zaznacza Smulski. Aby przekonać o tym, że taki ruch jest sensowny, porównuje kolej do sieci tramwajowych. - Tramwaje na Śląsku zarządzane z Warszawy są w fatalnym stanie. Tymczasem w nieodległym Krakowie, gdzie stery trzyma miasto, macie tabor jeden z najnowocześniejszych - podsumowuje.

Na reorganizację regionalnych kolei liczą też kolejarze z innych spółek PKP. W czwartek związkowcy z PKP Polskie Linie Kolejowe - firmy odpowiedzialnej za utrzymywanie torowisk i kierowanie ruchem pociągów - zablokowali Dworzec Główny w Krakowie na trzy godziny, żądając 100 zł podwyżki. - Wiele naszych rozliczeń z kolejami regionalnymi odbywa się wirtualnie. Dziś winne są nam kilkaset milionów zł. Gdyby samorząd przejął tę spółkę, dostawalibyśmy żywą gotówkę. Tak jest w województwie mazowieckim - twierdzi Włodzimierz Żmuda, szef małopolskiego oddziału PLK.

Ile kosztuje nas kolej?

W 2006 r. województwo małopolskie wydało na połączenia lokalne 31 mln zł. Razem z dochodami PKP PR wystarczyło to, aby pokryć ok. 60 proc. wydatków potrzebnych na uruchomienie 328 połączeń.

W tym roku w Małopolsce uruchomiono 316 połączeń, a samorząd przeznaczył na to 38 mln zł. Zdaniem PKP PR dzięki tym pieniądzom w tym roku firma nie powiększy długów.

źródło: Gazeta Wyborcza

brak komentarzy