z kraju artykuł

Poznań: Wąskotorówki wyjechały z Poznania

Jacek Łuczak, Gazeta Wyborcza,

dodane przez MQ

Na Malcie nie powstanie muzeum wąskotorówek. Wszystko przez złomiarzy. Żeby ratować zabytkowe lokomotywy i wagoniki, wywieziono je z Poznania aż pod Piłę.
Drobne kradzieże zdarzały się często, ale to, co działo się w ostatnich dniach na Malcie, woła o pomstę do nieba. - Złomiarze ukradli jeden cały wagonik - tzw. kolebę cegielnianą, po zerwaniu dachu włamali się do magazynu, skąd ukradli niezwykle trudne do odtworzenia wiązary od lokomotywy spalinowej. Łupem złodziei padły też elementy obudowy silników i resory od lokomotywy - opowiada Marek Malczewski z poznańskiego Klubu Modelarzy Kolejowych. Dlatego właściciele taboru postanowili ratować, co się da. Gromadzone przez lata lokomotywy zostały załadowane na ciężarówkę i wywiezione. - Podjęliśmy trudną decyzję o przekazaniu taboru na Bydgosko-Wyrzyskie Koleje Dojazdowe w Białośliwiu niedaleko Piły - mówi Malczewski. Znajdują się tam pozostałości po czynnej przed laty linii kolejki wąskotorowej, na której okazjonalnie wciąż jeżdżą pociągi turystyczne.

To stawia pod znakiem zapytania tworzenie na Malcie Muzeum Kolei Wąskotorowych. Przypomnijmy, że pomysł na muzeum - w oparciu o dziecięcą kolejkę "Maltankę" - pojawił się już w końcu lat 80. ubiegłego stulecia. Wtedy sprowadzono do Poznania tabor wąskotorowy. Wagoniki pasażerskie i towarowe oraz lokomotywy były umieszczane w bazie dawnej firmy Instal po tej stronie Jeziora Maltańskiego, po której obecnie znajduje się tablica świetlna. Gdy w 1996 r. Instal "wyprowadził się" stamtąd, Poznański Klub Modelarzy Kolejowych wystąpił do miasta o przejęcie dwóch działek po tej firmie, w bezpośrednim sąsiedztwie stacji Balbinka. Instal zgodził się nawet nieodpłatnie przekazać stojący tam barak. Jednak teren przejęła szkoła plastyczna, która nie była zainteresowana magazynowaniem kolejowych maszyn. W poprzedniej kadencji Rady Miasta udało się wpisać teren pod muzeum wąskotorówki do miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Ale na tym się skończyło. Pomysł nie został zrealizowany do dziś. Wagoniki trafiły do tymczasowego baraku przy stacji początkowej "Maltanki", którym dzisiaj zarządza poznańskie MPK. Ani MPK, ani miasto przez ostatnie lata nie straciły zainteresowania uratowanym przez modelarzy taborem i zadeklarowały pomoc w utworzeniu muzeum. - Muzeum to bardzo piękna idea, ale najpierw trzeba zadbać o wybudowanie garaży. To może być duże przedsięwzięcie - mówi Iwona Gajdzińska, rzecznik MPK. - Muzeum mogłoby się stać obiektem turystycznym, kolejną atrakcją Malty. To dobry pomysł - twierdzi Krzysztof Mączkowski, wiceprzewodniczący Rady Miasta Poznania.

Utworzenie muzeum mogłoby potrwać dwa lata, uwzględniając wszystkie okoliczności: od dyskusji programowych do wykupu gruntów. - Oczekiwanie na dobrą wolę władz miasta to w tej chwili żadne rozwiązanie. Za chwilę nic nie zostanie z taboru - zżyma się jednak Malczewski, tłumacząc decyzję o wywozie taboru pod Piłę. Z Poznania wyjechały m.in. cenne, zabytkowe lokomotywy V10C i Borsig z 1934 r. - Niewykluczone, że ten tabor wróci do Poznania, ale dopiero gdy będzie bezpiecznie eksponowany - twierdzi Malczewski.

Nie ma natomiast niebezpieczeństwa, że "Maltanka" w roku swojego 35-lecia przestanie jeździć. Sprawny tabor wożący dzieci do Zoo pozostał na razie nienaruszony.

źródło: Gazeta Wyborcza

brak komentarzy