Wszystkie Z regionu szczecińskiego W skrócie Z kraju

z kraju artykuł

Gliwice: Gliwicki dworzec PKP dalej będzie straszył

Jacek Madeja, Gazeta Wyborcza,

dodane przez djdark

Fiaskiem zakończyły się rozmowy władz Gliwic z PKP w sprawie przejęcia dworca. Po rocznej wymianie korespondencji koleje oświadczyły, że budynek ma znaczenie strategiczne i nie zamierzają się go pozbywać.
Negocjacje w sprawie przejęcia budynku rozpoczęły się ponad rok temu. Wtedy PKP apelowało do gmin, żeby przejmowały dworce, bo same nie radzą sobie z ich utrzymaniem. Gliwice początkowo chciały wykupić budynek, który jest doskonale usytuowany na początku ul. Zwycięstwa, głównej arterii miasta. - Dworzec to wizytówka miasta, a pod rządami kolei stacja przypomina chlew. Chcieliśmy to zmienić, dlatego byliśmy bardzo zainteresowani jego przejęciem - mówi Marek Jarzębowski, rzecznik urzędu miejskiego w Gliwicach.

Na sprzedaż kolej nie chciała się zgodzić. Zaproponowała, że wydzierżawi miastu budynek na 29 lat. Gliwiccy urzędnicy wciąż bardzo poważnie podchodzili do oferty. Jednak nie chcieli brać kota w worku. Jesienią zeszłego roku próbowali się dowiedzieć, ile kosztuje utrzymanie budynku: opłaty za elektryczność, wodę, sprzątanie i ochronę obiektu. Wysyłali kolejne pisma, ale bez rezultatu. Rozmowy pomiędzy Gliwicami a PKP dotyczyły także pozyskania funduszy unijnych, o które mogłoby się starać miasto, gdyby zostało dzierżawcą dworca.

Zaawansowane negocjacje przerwał list podpisane przez Jarosława Adwenta, dyrektora zarządzania nieruchomościami PKP, który trafił do prezydenta Gliwic pod koniec maja. - Nieoczekiwanie dowiedzieliśmy się, że gliwicki dworzec jest strategiczny i przynosi PKP dochód, dlatego nie zamierzają się go pozbywać. Przecież to zakrawa na bezczelność. Ostatni rok zmarnowaliśmy na rozmowy o niczym. Kolej po prostu nie jest poważnym partnerem - nie kryje oburzenia Jarzębowski.

Według Michała Wrzoska, rzecznika PKP, rozmowy zakończyły się niepowodzeniem, ponieważ władze Gliwic chciały wydzierżawić budynek dworca za darmo, a umowa dzierżawy wymaga wniesienia chociaż minimalnej opłaty.

- To są absurdalne zarzuty. W pismach dotyczących kosztów utrzymania budynku pytaliśmy też o opłatę dzierżawną, które ma płacić miasto. Do tej pory nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi - mówi Jarzębowski.

Mimo, że dokumenty zostały wysłane jesienią zeszłego roku PKP wciąż nie traci nadziei, że odpowiedź do Gliwic dotrze. - Obieg dokumentów jest rzeczywiście dość skomplikowany. Muszą przejść przez wiele kolejnych komórek, ale odpowiedź do Gliwic z pewnością przyjdzie - zapewnia Wrzosek. Dodaje równocześnie, że list dyr. Adwenta nie przekreśla wcale możliwości dogadania się z miastem. - Gliwicki dworzec jest jednym z 72 strategicznych dworców w kraju. Leży przy ważnej linii Katowice-Wrocław. Nie możemy go sprzedać, ale kwestia dzierżawy wciąż jest kwestią otwartą - mówi.

Od dalszych rozmowach w Gliwicach nie chcą jednak słyszeć. - Chyba po prostu już nie mamy o czym rozmawiać - ucina Jarzębowski.

źródło: Gazeta Wyborcza

możliwość komentowania została wyłączona