z kraju artykuł

Bydgoszcz: Dworzec PKP kryje tajemnice

emi, Gazeta Wyborcza,

dodane przez djdark; zmodyfikowane

Około 200 bydgoszczan wybrało się w sobotę na zwiedzanie dworca PKP Bydgoszcz Główna. Większość z nich nie miała pojęcia, jakie ciekawe zabytki kryje to miejsce.
Liczba chętnych do zwiedzania nieznanych zakamarków dworca zaskoczyła organizatorów. Jerzy Derenda, prezes Towarzystwa Miłośników Miasta Bydgoszczy i jednocześnie pilot wycieczki, musiał na początek podzielić ekipę na dwie grupy. Jedna zaczęła zwiedzanie od eskapady wzdłuż torów, druga od oglądania muzeum.

Wycieczka dla wielu bydgoszczan była dużym zaskoczeniem. Pierwszym obiektem, który obejrzeli, był malutki, zabytkowy budynek z muru pruskiego z 1851 r. - pierwszy dworzec kolejowy w mieście. - Do niedawna mieściła się tu Izba Tradycji, ale została przeniesiona - wyjaśniał Derenda. - Nie ma tu ani ogrzewania, ani toalety, a PKP nie ma funduszy na unowocześnienie tego gmachu.

Zwiedzający nie kryli zdziwienia. - Pierwszy raz widzę ten uroczy budyneczek - dziwił się Piotr Marecki, który mieszka w Bydgoszczy od 49 lat. - Wygląda jak jakiś dworzec na dzikim zachodzie.

Niemałym zaskoczeniem były też dla mieszkańców miasta zabytkowe parowozy. Jeden z nich - odrestaurowany i kolorowy, drugi zardzewiały, bardzo zniszczony. - To ostatni czynny parowóz w Bydgoszczy - opowiadał o tym drugim Derenda. Po tych słowach wszyscy masowo zaczęli wspinać się do środka i robić zdjęcia.

Intrygującym obiektem była też stara parowozownia wachlarzowa z 1882 r. To jedna z najstarszych zachowanych w Polsce. Podobna funkcjonuje tylko w Pile. Niestety, nie można było do niej wejść, bo potężny gmach grozi zawaleniem. Niektórym ciekawskim udało się jednak zajrzeć do środka przez rozbitą szybkę. Widok wewnątrz był malowniczy. Światło wpadało do środka przez otwory w sypiącej się kopule, oświetlając zarośnięte krzakami, zdewastowane, olbrzymie, ponure wnętrze hali. - Niesamowite. Wspaniale by było, gdyby ktoś zechciał to wyremontować. Ciekawe, czy PESA się odważy? - zastanawiał się Marecki.

Na zakończenie wycieczki można było zwiedzić Izbę Tradycji Bydgoskich Dróg Kolejowych. Miniaturowe parowozy, nowoczesne i starodawne modele pociągów, sfatygowane bilety, nakrycia głowy, mundury, telefony, zegary spodobały się szczególnie dzieciom. Maluchy przymierzały kolejarskie czapki i bawiły się kolejkami, wbrew zakazom, jakie głosiły tabliczki w muzeum.

źródło: Gazeta Wyborcza

możliwość komentowania została wyłączona